„Dwa światy” – tak można by zatytułować film na podstawie dzisiejszego spotkania. Pierwsza połowa, a zwłaszcza jego początkowy kwadrans, to jak oglądanie budzących się z zimowego snu niedźwiedzi. Wstają wolno, oglądają się na boki, jeden patrzy na drugiego, ziewa, przeciąga się, leniwie otwiera drugie oko, by po chwili zdać sobie sprawę z faktu, że w tym meczu przegrywamy różnicą czterech goli.
Niestety daliśmy sobie całkowicie narzucić styl gry przeciwnika. Może zawodnicy do serca wzięli sobie wczorajsze wejście w życie RODO, bo komunikacja całkowicie nie działała. Graliśmy w ciszy, nikt nie sygnalizował „pleców”, nie było mobilizacji. Drużyna przeciwna wykorzystała do maksimum nasze słabości i po bardzo kiepskiej pierwsze połowie schodziliśmy do szatni z wynikiem 4:0.
Rodzice usytuowani byli po drugiej stronie boiska, ale głos trenera Michała Marka docierał do naszych uszu. Rozmowa dyscyplinująco mobilizacyjna była charyzmatyczna i niezwykle budująca.
Efekty było widać niemal od razu. W drugiej połowie zagraliśmy zdecydowanie lepiej, błędy się zdarzały, ale nie były na tyle poważne, by konto bramkowe drużyny gospodarzy się powiększyło. Soła momentami stawała i łapała drugi oddech, a naszym chłopakom włączył się drugi bieg. Graliśmy szybciej, więcej było celnych podań, kilka razy mocno zagroziliśmy bramce drużyny z Oświęcimia. Po jednej akcji zainicjowanej przez Jeremiasza Jurka dośrodkowaniem w pole karne, zawodnik Soły zagrał piłkę ręką w polu karnym, a to z reguły kończy się „jedenastką” (na tym boisku chyba „siódemką”). Tym razem nie pomylił się Radek Oczkowski i zdobyliśmy gola honorowego. Mimo wielkich chęci nie udało nam się zniwelować różnicy bramkowej i po zdecydowanie lepszej drugiej połowie, mecz zakończył się wynikiem 4:1. Pierwsza połowa przegrana, druga wygrana, tak więc mecz na remis. Być może FIFA wprowadzi kiedyś „trzy połowy” to wtedy spotkania będą miały inny przebieg. Do tego czasu jednak, trzeba przypominać naszym chłopcom przed meczem, że gra się od pierwszego gwizdka sędziego. Było to kolejne spotkanie w którym szybko tracimy bramki na początku spotkania, a później szaleńczo gonimy wynik. Oczywiście dalej się uczymy. Często po przeciwnej stronie grają zawodnicy wyżsi, z lepszymi warunkami fizycznymi, których trudniej się przepycha, którzy biegają dwa razy szybciej od nas. Trzeba jednak na boisku walczyć i nie odpuszczać od pierwszych minut.
W kolejnym meczu już za tydzień będziemy podejmować ostatnią w tabeli Skawę Wadowice.
Za dzisiejsze spotkanie jak zwykle brawa, zwłaszcza za drugą połowę.
Relacja Krzysztof Stokłosa
























