Karol II Wadowice – LKS Przecieszyn 1:2 (1:0)

Skład: Szymon Stokłosa – Jeremiasz Jurek, Karol Pełka, Kacper Maziarz, Maciej Pomietlarz, Dawid Sikora, Konrad Pieczka, Mateusz Pękała, Szymon Kubiczek, Radosław Oczkowski, Bartosz Baran

(’27 – gospodarze) 1:0
(’40 – Dawid Sikora) 1:1
(’52 – Bartosz Baran) 1:2

Niesamowite widowisko! Wspaniała gra! Emocje sięgały zenitu! Koncertowy mecz LKSu i pewna wygrana! Tak chciałbym zacząć dzisiejszy wpis, ale z tym trzeba będzie jeszcze poczekać, gdyż o dzisiejszym spektaklu pod tytułem „Jak to chłopcy z Przecieszyna grali z rówieśnikami z Wadowic” niewiele pozytywnego można napisać.
Zagraliśmy nietypowo, bo w piątek. Mecz został przesunięty z uwagi na niedzielne zmagania rocznika 2007 w finałach Deichmana.
„Niscy jacyś” – taka uwaga padła od jednego z kibiców naszej drużyny. „Pewnie łatwo będzie”.
Pierwsze 10 minut spotkania wyglądało bardzo przyzwoicie. Graliśmy głównie na połowie rywala, ale nie potrafiliśmy oddać strzału na bramkę. Nasz przeciwnik mimo, że nie imponował warunkami fizycznymi, to sprawiał nam ogromne problemy. Chłopcy z Wadowic byli świetnie wyszkoleni technicznie i bardzo dobrze panowali nad piłką. W pierwszej połowie koncentrowali się na zagęszczaniu pola gry, a do takiego stylu nie byliśmy przyzwyczajeni. Nie funkcjonowały skrzydła, brak było prostopadłych podań, nasze akcje grzęzły gdzieś w okolicach środka boiska. Znów zawodziła komunikacja. Chłopcy sobie nie podpowiadali, nie sygnalizowali wyjść na pozycję. Grali tak, jakby dopiero zakończył się festyn w Jawiszowicach z okazji wejścia do IV ligi, a z brzuchami pełnymi Coca-Coli ciężko im przychodziło bieganie.
Przeciwnik dalej grał swoje. Rozbijał nasze ataki i koncentrował się na szybkich wznowieniach. W tym aspekcie gry również troszkę spaliśmy, bo grając plecami do piłki raczej trudno odgadnąć zamierzenia rywala. Bramkarz w pierwszej połowie myślał chyba o przyszłotygodniowym wyjeździe na wakacje, bo gra daleka była od ideału. Niecelne zagrania, wznowienia wprost na plecy przeciwnika, oj gdyby tylko trener bramkarzy Piotr Surzyn to dziś widział, to nie miałby powodów do dumy.
Zawodzili jednak prawie wszyscy. Środek pomocy w pierwszej połowie praktycznie nie funkcjonował. Radek Oczkowski, który w poprzednich spotkaniach wykładał piłki wprost na nogę napastników, dziś niestety zanotował słabsze spotkanie. Kacper Maziarz musi przejść indywidualny trening trzymania rąk przy sobie, bo te cały czas jak magnes lgną do pleców rywala i sędzia w takich przypadkach zawsze odgwizduje przewinienie.
Taka postawa musi mieć swoje konsekwencje i tak też w pierwszych trzydziestu minutach się stało. Szybko wznowiony wolny, piłka dotarła do napastnika gospodarzy, który niezbyt silnym, acz technicznym strzałem pokonał naszego bramkarza. To było uderzenie, które przy innych warunkach pogodowych pewnie Szymon Stokłosa obroniłby z powodzeniem, ale piłka była ciężka, mokra i niestety nie zatrzymała się na rękawicach tylko wpadła do bramki.
Schodzimy na przerwę z wynikiem 1:0 dla gospodarzy.
Trener w przerwie był bardzo niepocieszony. Odbył z zawodnikami krótką, ale bardzo motywującą rozmowę. Nie graliśmy przecież z rywalem z najwyższej półki, a potrzebna jest tylko wiara i nieco lepsza postawa w drugiej połowie. Trzeba się obudzić, zagrać swoje i wywieźć z Wadowic trzy punkty.
Druga połowa nie zwiastowała sukcesu. Karol grał (Karol Wadowice oczywiście) dalej swoją piłkę. Odcinał nas od podań, w dalszym ciągu zagęszczał pole gry i trudno było konstruować składne akcje. W miarę upływających minut chłopcy opadali z sił. Taką słabość udało się raz wykorzystać i w sytuacji jeden na jeden, bramkę kontaktową zdobył Dawid Sikora. Dla kibiców ten mecz mógłby się już skończyć, zwłaszcza że nadciągała burza, a tu do końca pozostawało jeszcze ponad 20 minut.
Grać jednak trzeba dalej, bo piłka to nie szachy i należy walczyć do końca. Po jednej, bardzo indywidualnej akcji Bartosza Barana, który swoim dryblingiem tym razem wywalczył sobie idealną pozycję do strzału, skierował piłkę ponad interweniującym bramkarzem i tym samym wyszliśmy na prowadzenie. Czy zasłużone? To sprawa dyskusyjna. Cytując jednak słowa świętej pamięci Kazimierza Górskiego, „Chodzi o to, żeby strzelić jedną bramkę więcej od przeciwnika”. I ta sztuka w tym meczu nam się udała. Rywal w drugiej połowie jeszcze kilkukrotnie nam zagroził i przy odrobinie szczęścia (lub nieszczęścia), mecz mógł się zakończyć 4:2, ale bramkarz (grający dziś bez zastępstwa) miał na tyle szczęścia, że nie puścił ani jednego gola.
Odetchnęliśmy z ulgą, spotkanie zakończyło się wynikiem 1:2 i mimo iż to wynik pozytywny, to o meczu lepiej zapomnieć.
Jeden jedyny aspekt, który na długo utkwi nam w pamięci to postawa arbitra tego spotkania. Po raz pierwszy obserwowałem piłkarski mecz młodzików w którym sędzia biegał z większym entuzjazmem niż sami zawodnicy. Był zawsze na posterunku, temperował graczy, upominał, pozwalał na wznowienie wyrzutu z autu przy błędzie, spalone odgwizdywał z aptekarską precyzją. Były to zawody w których sędzia grał pierwsze skrzypce i mam nadzieję, że jego umiejętności sprawdzają się również na meczach seniorów.
Całym sercem jestem za LKS’em. Kiedy jest powód do dumy to trzeba o nim mówić i pisać, jeśli zdarza się słabszy mecz tak jak dzisiaj, to krytykę trzeba przyjąć na klatę i w następnym spotkaniu pokazać, że był to tylko wypadek przy pracy. Będzie to tym bardziej trudne, że za tydzień gramy z liderem, Fablokiem Chrzanów. Duchem będę z wami, a ciałem na wakacjach! Do zobaczenia za dwa tygodnie

Relacja- Krzysztof Stokłosa

Zdjęcie użytkownika Krzysztof Stokłosa.

Zdjęcie użytkownika Krzysztof Stokłosa.

Zdjęcie użytkownika Krzysztof Stokłosa.

Zdjęcie użytkownika Krzysztof Stokłosa.

Zdjęcie użytkownika Krzysztof Stokłosa.

 

LKS Przecieszyn – TS Hejnał Kęty 4:2 (1:1)

(‚2 – Szymon Kubiczek) 1:0
(’22 – goście) 1:1
(’32 – Kacper Maziarz) 2:1
(’40 – Konrad Pieczka) 3:1
(’42 – goście) 3:2
(’54 – Szymon Kubiczek) 4:2

Nie ma już śladu po zalanych piwnicach, kałuże powysychały, a my w ten piękny słoneczny dzień, znów usiedliśmy na krytej trybunie LKS Przecieszyn, aby dopingować drużynę młodzików w walce o punkty, tym razem z Hejnałem Kęty.
Rozgrzewka była nieco dezorientująca, bo na boisku było aż 18 zawodników w niebieskich strojach. Szybko jednak okazało się, że to zawodnicy tej samej drużyny. Przyjechali niemal wszyscy, co z pewnością dało trenerowi większe pole manewru w organizacji meczu.
Grę rozpoczęliśmy, jak to z reguły bywa, od gwizdka sędziego. Już pierwsze minuty zwiastowały szybką bramkę. Hejnał nieco przypominał nasz zespół, który budzi się z zimowego letargu. Graliśmy szybko z wykorzystaniem raz prawego, raz lewego skrzydła. Pierwszego gola zdobyliśmy już w drugiej minucie po świetnym podaniu z głębi pola wprost do Szymona Kubiczka. Jeden z naszych najlepszych snajperów w takich momentach się nie myli i objęliśmy prowadzenie.
W tym meczu to my mieliśmy zdecydowaną przewagę wzrostową. Wydawać by się mogło, że szybki gol to zwiastun łatwego spotkania, ale pierwsza połowa była niezwykle zacięta, a Hejnał za wszelką cenę dążył do wyrównania.
W naszych szykach obronnych jawiły się dziury, które skrzętnie wykorzystywali goście. Jeden z ich najlepszych zawodników grający z numerem 10 na koszulce, zaprezentował dziś fantastyczne umiejętności. Bardzo dobra kontrola piłki, przegląd pola, umiejętności techniczne na najwyższym poziomie powodowały, że Maciek Pomietlarz grający na stoperze miał dziś dwa razy więcej pracy w obronie niż zwykle.
Pierwsza połowa zakończyła się remisowo. Jeden do jednego to sprawiedliwy wynik, bo obie drużyny stworzyły sobie sporo strzeleckich okazji.
Wysokie tempo pierwszych trzydziestu minut dało się dość mocno we znaki drużynie gości. Znów początek spotkania i tym razem przed szansą na podwyższenie rezultatu stanął Kacper Maziarz. Technicznym strzałem obok bramkarza sprawił, że piłka wtoczyła się do bramki. Odetchnęliśmy nieco z ulgą, bo ten gol wprowadził troszkę spokoju zarówno w szeregi piłkarzy, jak i kibicujących rodziców.
Kolejne ręce do oklasków składały się po pięknej akcji Konrada Pieczki, który wywalczył sobie idealną pozycję do strzału i z okolicy około 20 metrów silnie skierował piłkę obok bramkarza. Wynik bezpieczny 3:1.
Dziesiątka z Hejnału niestety dalej kąsała nas nieubłaganie. Chłopcy dali się przechodzić jakby naprzeciw siebie mieli Messiego, któremu nikt nie da dziś rady. Po kolejnej indywidualnej akcji, zawodnik z nr 10 zdobył bramkę po fantastycznym rajdzie, minięciu niemal całego naszego szyku obronnego i strzale prawie w samo okno. Wynik 3:2 i znów nerwowo na ławce trenerskiej, oraz trybunach.
Gra w końcówce mocno jednak siadła. Hejnał był już wyraźnie zmęczony, co zaowocowało zdobyciem pieczętującego sukces w tym meczu, czwartego gola.
Wszyscy zasługują na wielkie brawa, szczególnie wyróżnić trzeba naszych bramkarzy, którzy zagrali bezbłędnie, Patryk Dętkoś zaliczył dziś swój klubowy debiut, oraz Mateusza Pękałę, którego rodzice chcieli zgłosić do reprezentacyjnej kadry na Mistrzostwa w Rosji w zamian za kontuzjowanego Glika. No cóź, może za 8 lat? Kto wie.
Wiele emocji, wiele świetnych zagrań, nasza drużyna po raz kolejny triumfuje!

Relacja -tradycyjnie Krzysztof Stokłosa

Zdjęcie użytkownika Krzysztof Stokłosa.

Zdjęcie użytkownika Krzysztof Stokłosa.

Zdjęcie użytkownika Krzysztof Stokłosa.

Zdjęcie użytkownika Krzysztof Stokłosa.

Skład: Szymon Stokłosa, Maciej Hajnos – Maciej Pomietlarz, Karol Pełka, Mateusz Pękała, Szymon Kubiczek, Nikodem Nicieja, Kacper Maziarz, Radosław Oczkowski, Konrad Pieczka, Piotr Ziółkowski, Bartosz Baran.

(’18 – Radosław Oczkowski) 1:0
(’38 – Kacper Maziarz 2:0
(’41 – Radosław Oczkowski) 3:0
(’59 – Radosław Oczkowski) 4:0

Wczorajsza burza i silne opady deszczu odprawiły z kwitkiem parne i duszne powietrze. Dziś temperatura zdecydowanie niższa, orzeźwiający wiatr, słońce schowane za chmurami to warunki wymarzone do gry w piłkę.
Najwierniejsi kibice jak zwykle zapełnili trybuny LKS’u, by dopingować młodych zawodników, tym razem w konfrontacji z drużyną Skawy Wadowice.
Nasz przeciwnik zajmował w tabeli ostatnie miejsce z dorobkiem jedynie pięciu strzelonych bramek. Z matematycznego punktu widzenia, można było spać spokojnie, bo wynik był z góry przesądzony. Piłka nożna jak i każda inna dyscyplina sportowa, to jednak nie tylko matematyka, a swoją wyższość trzeba za każdym razem udowodnić na boisku.
Mecz rozpoczęliśmy w niemal optymalnym składzie. Zabrakło jedynie Dawida Sikory i Jeremiasza Jurka.
Już w pierwszych minutach uzyskaliśmy sporą przewagę w środkowej strefie boiska i wykorzystując skrzydła zaciekle atakowaliśmy bramkę rywala. Zawodziła jednak skuteczność, bo piłka grzęzła albo w rękawicach bramkarza, albo odbijała się od słupków i poprzeczki. Po pierwszych dziesięciu minutach mogliśmy prowadzić różnicą co najmniej trzech goli, ale szczęście nie było naszym sprzymierzeńcem.
Pierwszą bramkę zdobyliśmy dopiero w 18. minucie po fantastycznym strzale Radka Oczkowskiego. Uderzona z dużą siłą piłka trafiła najpierw w poprzeczkę, odbiła się od linii bramkowej, znów uderzyła w poprzeczkę i wpadła do bramki. Ręce same składały się do oklasków, bo gol był przepięknej urody.
Mimo ogromnej przewagi na przerwę schodziliśmy z wynikiem 1:0. Nasz przeciwnik jedynie raz poważniej zagroził naszej bramce, ale w sytuacji jeden na jeden, górą był nasz bramkarz.
Kilka minut oddechu i z lekkim niepokojem rozpoczęliśmy drugą połowę. Niepokój bo o tyle uzasadniony, iż różnica jednej bramki to zbyt mała przewaga, by móc pozwolić sobie na chwilę oddechu. Jeden błąd i przeciwnik mógł doprowadzić do wyrównania, co w takich momentach może być kluczowe. Rozpoczynają się wtedy niepotrzebne dyskusje, wzajemne pretensje i losy spotkania mogą się odwrócić na naszą niekorzyść.
Ten scenariusz się jednak nie spełnił. Graliśmy cały czas swoją piłkę, rozgrywaliśmy raz krótkie, raz długie podania, dalej wykorzystując skrzydła Nasz przeciwnik grał niedokładnie, dał się wyprzedzać, gra była bardzo czytelna i łatwa do przewidzenia.
W ósmej minucie drugiej połowy po bardzo dokładnym podaniu od Karola Pełki, w dogodnej pozycji strzeleckiej stanął Kacper Maziarz. Idealnym strzałem pod poprzeczkę pokonał bramkarza Skawy i mogliśmy odetchnąć z ulgą. Wynika 2:0 był już dość bezpieczny, ale nawet przy takiej różnicy nie można osiadać na laurach i trzeba grać do końca spotkania.
Momentami druga połowa była nieco mniej dynamiczna. Akcje nie były już prowadzone w tak szybkim tempie, co oczywiście było wynikiem narastającego zmęczenia. Wykorzystywaliśmy długie podania pod pole karne przeciwnika, ale w tym spotkaniu bramkarz gości zagrał koncertowo. Uchronił swój zespół przynajmniej dziesięciokrotnie od utraty bramki, dwojąc się i trojąc na swoim polu karnym.
Zmęczenie było widoczne coraz bardziej w poczynaniach graczy jednej i drugiej drużyny. Większość straciła już swoją „świeżość w kroku” i do gry wkradał się chaos i brak zdecydowania.
Ten okres gry jednak lepiej wykorzystali nasi zawodnicy. Udało się przechytrzyć rywala jeszcze dwukrotnie i to spotkanie zakończyliśmy wynikiem 4:0.
Wielkie brawa za dzisiejszy mecz. Każdy z chłopaków zagrał naprawdę bardzo dobre spotkanie, zaczyna powoli działać komunikacja i wzajemne zrozumienie.
Na pochwałę zasługuje również postawa arbitra. Poziom sędziowania dzisiejszych zawodów był bardzo wysoki i „miły dla oka”, zwłaszcza dla licznie zgromadzonej publiczności płci pięknej.
Jeszcze raz wielkie brawa i do zobaczenia w przyszłą sobotę.

Relacja : Krzysztof Stokłosa

Zdjęcie użytkownika Krzysztof Stokłosa.

Zdjęcie użytkownika Krzysztof Stokłosa.

Zdjęcie użytkownika Krzysztof Stokłosa.

Zdjęcie użytkownika Krzysztof Stokłosa.

Zdjęcie użytkownika Krzysztof Stokłosa.

Zdjęcie użytkownika Krzysztof Stokłosa.

Nuda. To określenie nie istnieje w słowniku chłopaków grających w Szkółce Piłkarskiej Brzeszcze i LKS Przecieszyn. Po wczorajszej fantastycznej walce w lidze młodzików, dziś przyszło nam zmierzyć się z zawodnikami z najwyższej półki reprezentującymi takie marki jak Hutnik Kraków, Wisła Kraków, Rekord Bielsko-Biała czy Ruch Chorzów.
Organizowane przez Unię Oświęcim zawody w ramach „Oświęcimskiego Mundialu World CUP 2018” przyciągnęły aż 32 zespoły oraz całą rzeszę kibiców.
Każdy z zespołów wylosował kraj, pod patronatem którego rozgrywał poszczególne spotkania. Zespół naszych młodzików dumnie niósł flagę Korei Południowej.
Całej uroczystości otwarcia towarzyszył oficjalny przemarsz przez płytę boiska Unii Oświęcim, a rozgrywki rozpoczął sam Prezydent Oświęcimia Pan Janusz Chwierut.
32 zespoły zostały podzielone na grupy po cztery drużyny. Przypadło nam zmierzyć się z Hutnikiem Kraków, LKS Dankowice oraz Górnikiem Libiąż. W każdym z zespołów przeważali rośli chłopcy z rocznika 2005, a największy respekt budził bramkarz Gola Bieruń, który mierzył mniej więcej 190 cm wzrostu.
Upał i skwar mocno dawał się we znaki. Na szczęście nasze spotkania rozgrywaliśmy na Orliku przy SP9 w Oświęcimiu, gdzie piłkarze i kibice mogli odpoczywać w cieniu jakie dawały pobliskie drzewa. Temperatura w słońcu sięgała prawie 35 stopni, a mój telefon który położyłem raptem na parę sekund na płytę boiska wskazywał 47 stopni. Po sztucznej murawie nie sposób się było poruszać. Sztuczna nawierzchnia pochłaniała temperaturę i jeszcze chwila i z powodzeniem można tu było smażyć naleśniki.
Niestety nie było wyboru i mimo upału stanęliśmy do walki o punkty. Pierwszy mecz przypadło nam zagrać z zespołem Pasjonatu, który reprezentował Szwecję. W obwodzie mieliśmy do dyspozycji Bartosza Barana, Nikodema Nicieję, Szymona Kubiczka, Szymona Stokłosę, Konrada Pieczkę, Maćka Pomietlarza, Maćka Hajnosa, a skład na samym końcu uzupełnił Mateusz Pękała. Mimo absencji wielu podstawowych zawodników zagraliśmy dobry mecz. Nie udało się co prawda spotkania wygrać, ale kolegom zza miedzy wbiliśmy jedną bramkę tracą trzy. Spotkanie jednak było zacięte i przy odrobinie szczęścia mógł być remis, gdyż traciliśmy głównie bramki po kontratakach, a piłka jak zaczarowana nie chciała wpadać do bramki przeciwnika.
Drugi mecz miał już znacznie inny przebieg. Hutnik Kraków okazał się drużyną zbyt silną i mimo ambicji i woli walki ulegliśmy 4:0. Widać było, iż brak zmian i narastające zmęczenie dają o sobie znać i część chłopaków odczuwała boleśnie trudy tego spotkania.
Ostatni grupowy mecz LKS Przecieszyn z Górnikiem Libiąż również nie układał się po naszej myśli. Biegało się ciężko, oddychało z wielkim trudem, a drużyna przeciwna zmieniająca swoje wyjściowe piątki co parę minut pozostawała z zapasem sił, o które tak bardzo walczyli nasi zawodnicy. Ambicja to niestety za mało. Mecz przegraliśmy i nasza przygoda w tym turnieju dobiegała końca.
W meczu o ostatnie lokaty zmierzyliśmy się z Golem Bieruń. Jest to dla nas przeciwnik doskonale znany, gdyż na wielu turniejach spotykamy się regularnie. Mecz stał na dobrym poziomie i toczył się przez niemal całe spotkanie pod nasze dyktando. Wspomniany na początku mojej relacji bramkarz dał sobie wpuścić cztery gole, a nasi bramkarze dali się pokonać tylko trzy tym samym wygrywając mecz 4:3. Brawo.
Mimo niekorzystnych wyników była to doskonała przygoda i możliwość zaprezentowania swoich umiejętności przed szerszą publicznością. Walka z trudniejszym przeciwnikiem to zawsze dobre doświadczenie i cenna nauka na przyszłość.
Dziękujemy za dzisiejszy trud jaki włożyli w ten turniej nasi zawodnicy i gratulujemy przeciwnikom ambicji, woli walki i postawy fair play.
Organizatorom również należą się ukłony i podziękowania za wzorową organizację tej imprezy.

Turniej wygrała drużyna Józefka Chorzów w finale pokonując drużynę Polonii Bytom 1:0. Trzecie miejsce zajęła Unia Oświęcim. GRATULACJE!

Zdjęcie użytkownika Krzysztof Stokłosa.

Zdjęcie użytkownika Krzysztof Stokłosa.

Zdjęcie użytkownika Krzysztof Stokłosa.

Zdjęcie użytkownika Krzysztof Stokłosa.

Zdjęcie użytkownika Krzysztof Stokłosa.

Aromaty pieczonej na grillu kiełbasy i odgłosy otwieranych orzeźwiających napojów bezalkoholowych to obraz jaki zastaliśmy dziś na boisku LKS Przecieszyn. Z pewnością byliśmy świadkami rekordu frekwencji na trybunach, na których oprócz zagorzałych kibiców drużyny gospodarzy, zjawiło się również sporo kibiców z Zatora.
Rozpoczęcie spotkania nieco się opóźniło, bo pierwszy gwizdek sędziego mieliśmy usłyszeć o godzinie 17.00, ale dodatkowe pół godziny poślizgu sprawiły, że temperatura nieco spadła, a słońce powoli chowało się za horyzont.
W dzisiejszym meczu spora grupa naszych podstawowych zawodników była nieobecna. Kontuzje, choroby i inne losowe zdarzenia, uniemożliwiły udział w tym spotkaniu Dawidowi Sikorze, Nikodemowi Nicieji, Jeremiaszowi Jurkowi, Karolowi Pełce czy Szymonowi Kubiczkowi. Problemów kadrowych jednak dziś nie było, bo wielu zawodników z LKS’u dostało swoje szanse zaprezentowania umiejętności piłkarskich.
Pierwszy gwizdek i ostro ruszyliśmy do przodu. Przeciwnik silniejszy, wyższy i zdecydowanie szybszy, ale do takiego obrazka jesteśmy już przyzwyczajeni.
Jedna z pierwszych akcji drużyny gospodarzy i piłkę pechowo w polu karnym zagrał jeden z zawodników drużyny Zatorzanki. Do rzutu karnego pewnie stanął Radek Oczkowski i nie dał większych szans bramkarzowi. LKS prowadził 1:0.
Przeciwnik odpowiedział dość szybko po indywidualnej akcji w środku pola i sporym niezdecydowaniu naszej obrony. Silny strzał tuż zza pola karnego próbował sparować Szymon Stokłosa, ale piłka była uderzona zbyt silno i ugrzęzła w siatce.
Przez całą pierwszą połowę mecz był bardzo wyrównany. Było ogromnie dużo walki, sporo poświęcenia i niezwykle dużo zaangażowania w grę. Ostatnie spotkania pokazywały, że naszym słabym punktem jest początek spotkania w którym gramy niedokładnie i chaotycznie. Dziś, mimo że przeciwnik był fizycznie od nas mocniejszy, to w wielu sytuacjach nie dawaliśmy się przepychać, a najmniejszy ciałem, a największy duchem i sercem Mateusz Pękała wzbudzał radość wśród kibiców swoją nieustępliwością i świetnymi zagraniami.
Do przerwy wynik 1:1.
Drugą połowę również rozpoczęliśmy bez kompleksów. Próbowaliśmy rozgrywać piłkę środkiem boiska, tym razem oskrzydlające akcje kończyły się na defensywie gości, a szczególnie na zawodniku z numerem 17, który może się pochwalić wzrostem grubo ponad 180 cm.
Jedna z nielicznych akcji Zatorzanki niestety popsuła nasze humory, ale utrata gola jeszcze bardziej zdopingowała kibiców, którzy wspomagali jak mogli swoje pociechy. Mimo sporego serca i chęci nie udało się doprowadzić do wyrównania i mecz zakończył się wynikiem 1:2. Było to jednak fantastyczne widowisko, z pięknymi akcjami, zawodnicy byli zmotywowani i świetnie wytrzymali trudy tego spotkania. Po ostatnim gwizdku sędziego kibice długo oklaskiwali graczy obu zespołów dziękując im za dzisiejszy mecz.
Indywidualne podziękowania zebrali również nasi zawodnicy od Prezesa LKS Przecieszyn, Pana Marcina Andruszko.
BRAWO!

Zdjęcie użytkownika Krzysztof Stokłosa.

Zdjęcie użytkownika Krzysztof Stokłosa.

Zdjęcie użytkownika Krzysztof Stokłosa.

Zdjęcie użytkownika Krzysztof Stokłosa.

Zdjęcie użytkownika Krzysztof Stokłosa.

Zdjęcie użytkownika Krzysztof Stokłosa.