D1 Młodzik 2017/2018 – I Okręgowa Liga Wadowice – LKS Przecieszyn – Wisła Brzeźnica 5:3 (5:1)
Skład: Szymon Stokłosa, Maciej Hajnos – Jeremiasz Jurek, Maciej Pomietlarz, Karol Pełka, Bartosz Baran , Mateusz Pękała, Szymon Kubiczek , Nikodem Nicieja , Kacper Maziarz, Radosław Oczkowski, Konrad Pieczka, Dawid Sikora.
Bramki : Szymon Kubiczek x 2 , Bartosz Baran , Nikodem Nicieja , Dawid Sikora
Krety, nornice i karczowniki szerokim łukiem omijały ostatnimi tygodniami ulicę Wyzwolenia w Przecieszynie, gdzie dziś czwartą kolejkę w ramach pierwszej ligi młodzików, grali zawodnicy LKS Przecieszyn i Wisły Brzeźnica.
Kolejny słoneczny dzień i mistrzowsko przygotowana murawa zwiastowały sportowe święto, jakim byłaby pierwsza w tym sezonie wygrana LKS-u w ligowych rozgrywkach.
Spotkanie rozpoczęło się planowo o godzinie 11.00 i już po kilku minutach nasi przeciwnicy dwa razy wyciągali piłkę z siatki. Pierwszą bramkę zdobył Bartosz Baran, a drugiego gola w tym meczu, a trzysetnego w swojej karierze zdobył Szymon Kubiczek. Mecz w pierwszej połowie obfitował w serię znakomitych zagrań. Piłka jak po sznurku krążyła między zawodnikami z Przecieszyna, co zmuszało do dużego wysiłku drużynę Wisły. Bardzo dobre dogrania, prostopadłe piłki kierowane do naszych napastników co rusz powodowały zagrożenie pod bramką gości.
Nakreślone przedmeczowe ustalenia trenera były wykonywane bezbłędnie. W pierwszej odsłonie obserwowaliśmy sporo oskrzydlających podań, a precyzyjne dośrodkowania w pole karne adresowane przez Karola Pełkę, bardzo często padało łupem naszych napastników.
W pierwszej odsłonie udało nam się strzelić jeszcze trzy bramki, których autorami byli Szymon Kubiczek (2 bramka w tym meczu), Nikodem Nicieja (po fantastycznym podaniu od Bartosza Barana, Nikodem ze stoickim spokojem skierował piłkę do bramki) oraz wracający po długiej przerwie, Dawid Sikora.
Drużyna przeciwna odpowiedziała tylko jednym trafieniem, najlepszego w tym spotkaniu zawodnika gości, reprezentującego rocznik 2004, Maję Szafran.
Wynik do przerwy 5:1!
Komentarze rodziców nie pozostawiały złudzeń. „Spacerek”, „rywal bez szans”, „w końcu wygramy!”, wszyscy entuzjastycznie komentowali to co działo się na boisku w pierwszej połowie. Niestety, piłka nożna to gra w której w ciągu dziesięciu minut można stracić całą przewagę bramkową, a wygrany mecz może na długo zapaść w pamięć jako sromotna klęska. Takiego scenariusza jednak nikt nie brał pod uwagę.
Druga połowa zaczęła się od szybkiej straty bramki przez drużynę LKS. Jak przyznał w pomeczowej rozmowie bramkarz Szymon Stokłosa „dałem sobie założyć siatę, mogłem tą piłkę złapać, niestety moja wina”. Drugi gol był jednak nadal bardzo bezpieczny, bo drużyna przeciwna aby myśleć o remisie musiała tych bramek strzelić jeszcze trzy.
Niestety tego co w pierwszej połowie było naszą domeną próżno było szukać w drugiej odsłonie. Potoczne określenie o tym, iż mecz „siadł”, jest tutaj najlepszym odzwierciedleniem tego co działo się na boisku. Mnóstwo chaosu, sporo niecelnych zagrań, niepotrzebne straty piłki. Nie było w drugiej odsłonie zawodnika który wziąłby na siebie ciężar gry, akcje były bardzo nieskładne i praktycznie większość z nich kończyła się w środkowej części boiska.
Niestety z minuty na minutę dawało się odczuć zmęczenie. Zawodnicy momentami stali, patrzyli jeden na drugiego, co skrzętnie zaczęli wykorzystywać goście. Widząc opadających z sił graczy LKS ruszyli do ataku. Po jednym z bardzo silnych strzałów pod poprzeczkę zdobyli swoją trzecią bramkę.
Mecz stał się bardzo nerwowy, momentami rozpaczliwie wybijaliśmy piłkę na „uwolnienie”, nie potrafiliśmy narzucić wcześniejszego stylu gry.
Naszym zawodnikom należą się jednak gromkie brawa. Trzeba pamiętać, iż byliśmy drużyną młodszą, co zdecydowanie przekłada się na siłę i kondycję. Mimo tych różnic graliśmy do końca nieustępliwie, a pojedynki najmniejszego na boisku Mateusza Pękały z o cztery głowy wyższymi zawodnikami, były ozdobą tego meczu.
Ostatecznie udało się utrzymać wynik 5:3 i pierwsze trzy punkty zostają w Przecieszynie!
Na jeszcze jedną uwagę zasługuje bardzo wysoki poziom sędziowski. Arbiter prowadzący to spotkanie nie popełnił praktycznie żadnego błędu, pozwalał na bardzo twardą grę, ale całkowicie zgodną z przepisami. Miejmy nadzieję, że w przyszłości takich spotkań jak dziś będziemy oglądać więcej.
Kolejny mecz już za tydzień z zespołem Górnika Libiąż.
Relacja Krzysztof Stokłosa 🙂
































